Aktywne Wpisy

Poleci ktoś jakąś fajną gierkę, która nie będzie miała w sobie z-------o otwartego świata z misjami pobocznymi, masą rpgowych rzeczy, opcji dialogowych do wyboru i masę cutscenek. Skończyło się na tym, że ogrywam sobie serie Portal i Half life po raz 5 bo nie ma w co grać. Jak próbowałem grać w coś pokroju wiedźmina czy skyrima to mnie normalnie telepało na krześle z tego jakie te gry są nudne.
Uwielbiam Portale,
Uwielbiam Portale,

No to zaczynamy to co tygryski lubią najbardziej, czyli żużlowy sezon 2026!
Zapraszam do typowania pierwszej kolejki PGE Ekstraligi!
Unia Leszno - Włókniarz Częstochowa
Sparta Wrocław - Falubaz Zielona Góra
GKM Grudziądz - Stal Gorzów
Zapraszam do typowania pierwszej kolejki PGE Ekstraligi!
Unia Leszno - Włókniarz Częstochowa
Sparta Wrocław - Falubaz Zielona Góra
GKM Grudziądz - Stal Gorzów
źródło: TyperŻużlowy2026
Pobierz




Mieszkam w domku jednorodzinnym. Latem przychodziła do mnie taka pół-oswojona kotka, której dawałem jeść. Jak zaszła w późną ciążę, to wystawiłem jej pudełko na tarasie, żeby ona mogła bezpiecznie urodzić, a ja ją złapać i wysterylizować i z czasem zabrać i rozdać dzieciaki.
Po urodzeniu w połowie września początkowa nie skorzystała z "oferty", tylko jak zwykle raz dziennie przychodziła coś przekąsić. Ale jak zrobiło się zimno, to przyniosła do pudełka 3 kociaki i "zamieszkała" u mnie na tarasie. Byłem zdziwiony, że kociaki były tylko 3, bo jak jeszcze była w ciąży, to wydawała się bardzo gruba. No i nie pomyliłem się: zrządzeniem losu jakieś 2-3 dni później byłem koło północy na tarasie i usłyszałem żałosne piski, a ich powód był oczywisty: jakieś kociaki zostały same. Szybko poleciałem po piłę i w środku nocy przy małej latareczce zacząłem się przebijać przez tuje i krzaki. Znalazłem 2 kociaki, obejrzałem, czy nic im nie dolega, i zaniosłem je kotce do pudełka, gdzie szczęśliwie je zaakceptowała.
Potem było bardzo fajnie: jeszcze zrobiło się ciepło, kotka jak mnie poznała to okazała się bardzo przyjazna i proczłowiecza, a ja miałem oko na kociaki. 4 z nich to były typowe kilkutygodniowe koty: wulkan energii, zero problemów. Ale jeden z tych zostawionych w krzakach wyraźnie odstawał: był malutki, bardzo spokojny (w taki lekko patologiczny sposób), potem złapał katar. Pojechałem z nim do weterynarza, dostałem antybiotyk i tabletki na wzmocnienie i jakoś się wykurował, choć pozostał mały i słaby.
Z czasem kotka okazała się kiepską matką. Szybko zaczęła znikać na całe dnie, a gdy kotki miały ok. 7 tygodni praktycznie się ulotniła. Zbliżał się koniec października, a dzieciaki już dawno wychodziły z pudełka i siedziały same, kompletnie bez opieki. Stwierdziłem więc, że nie ma co czekać: wziąłem je do domu i przez fundację dałem ogłoszenie, że mam 5 kociaków do rozdania.
7-tygodniowe kocięta to naprawdę są jeszcze kocięta i zaczęły traktować mnie jak matkę. Spały wtulone we mnie w dzień i w nocy (mam pracę zdalną), chodziły za mną jak cień. 4 radziły sobie fantastycznie, ale ten najsłabszy jak odstawał, tak odstawał: kiepsko rósł, był bardzo spokojny, chciał się tylko przytulać. Pieszczotliwie nazwałem go Wypłoszem (choć to była dziewczynka), bo był chudziutki i miał przez to nienaturalnie duże oczy i uszy. Dawałem mu oddzielnie jeść, dawałem tabletki na wzmocnienie i byłem przekonany, że nic mu nie będzie poza tym, że skończy jako kot o rozmiarach poniżej przeciętnej i bardzo spokojnym temperamencie.
Tak sobie minął ponad miesiąc u mnie w domu. Niestety, parę dni temu katar powrócił. Wypłoszek jadł coraz mniej, w końcu przestał jeść w ogóle. Trzymałem go cały czas pod kołdrą i przy grzejniku, dawałem wodę z cukrem strzykawką, nawet zrobiłem "tatara" z jego karmy, żeby jakoś pipetką mu to podawać. Ale nic to nie dało, Wypłoszek odszedł dzisiaj w nocy. Pociesza mnie tylko to, że nie gdzieś sam w zimnie pod krzakami, tylko w cieple śpiąc u mnie nos w nos na poduszce.
Miałem go tylko 6 tygodni i i tak niedługo miał pójść do wydania. Mam 4 swoje koty, no i zostały jeszcze 3 maluchy do rozdania (jednego już wydałem). A i tak siedzę i płaczę, bo się do tej kruszynki przywiązałem jak do mało kogo. Miałem nadzieję, że da się tego najsłabszego, odrzuconego kotka z miotu uratować, ale nie wyszło. I piszę to, żeby po Wypłoszku, który nie chciał w życiu niczego poza przytulaniem się do człowieka, zostało jakieś wspomnienie.
#koty #pokazkota #feels
źródło: 20240930_142608
Pobierzźródło: jagodka 2
PobierzKomentarz usunięty przez autora Wpisu
Ale jest już wysterylizowana. Jakiś czas po tym, jak zostawiła dzieciaki, wróciła, żeby znów dostawać jeść. Wtedy ją złapałem i zawiozłem na zabieg. Co ciekawe, jak ją przywiozłem z powrotem, to zdecydowanie zadomowiła się u mnie na działce i bardzo często ją widzę. Ale dzieciaków już więcej na szczęście mieć nie będzie.
źródło: 83e
Pobierz2-3 miesiące walki o kociaka który mimo 3 miesięcy wyglądał jakby był o 40% mniejszy od swoich braci. Zdechł w drodze do kolejnego weterynarza. Liczyliśmy na cud, ale nie poradził sobie z katarem, później zapaleniem płuc. Natura taka niestety jest.
Jest mi bardzo przykro, targały mną podobne emocje.
Komentarz usunięty przez autora
Weterynarze robią to bez problemu i nie jest to zabronione w żaden sposób.
Też tak miałem jak miałem dom tymczasowy i był taki malutki kotek i nawet jak go oddałem to postanowiłem go odzyskać i tak był ze mną 2 lata i odszedł niestety
(-‸ლ)
Sama się usuń
Komentarz usunięty przez autora Wpisu