Wpis z mikrobloga

Czymś dość irracjonalnym jest to, że taka, a nie inna postawa federacji FAME wobec Sylwestra Wardęgi, jest spowodowana brakiem jego pojedynku z Tomaszem Olejnikiem. I jasne, że złożyło się na to wiele czynników, ale to była przysłowiowa łyżka dziegciu w beczce miodu. W momencie, gdy Sylwester Wardęga tak ochoczo dyskutował z Kasjuszem Życińskim na temat zapisów w umowach i klauzul, Krzysztof Rozpara toczył wewnętrzną batalię, czy pojawić się na scenie programu, czy też tego nie zrobić. Wracając do sytuacji sprzed kilkunastu dni, organizacja w chwili pierwszego wydarzenia promującego galę FAME 20 czuła się, jakby dostała w policzek od „Druida". Byli bardzo źli, że takie dyskusje na temat potencjalnych zestawień toczyły się podczas programu, który już rozpoczął promocję tej gali.

W ich oczach widzowie, jak i ogólnie społeczność internetowa odebrała to jako całkowity brak profesjonalizmu. Uznali, że tak naprawdę zostali oszukani, bo wszystko było dogadane, a brakowało podpisu przedstawiciela „Watahy". Mieli za złe Wardędze, że ten do samego końca grał na zwłokę i oczekiwał polepszenia warunków finansowych, bo plan na to zestawienie był gotowy od poprzedzającej gali. FAME tak naprawdę czekał na taki moment, gdzie może wytknąć Sylwestrowi jakąkolwiek rzecz. Publicznie rzecz jasna. Słowa 34-latka w tamtym momencie tak bardzo zirytowały przedstawicieli tej federacji, że ci podjęli na tyle ryzykowaną decyzję, jaką był pamiętny telefon żony jednego z udziałowców. Tym razem cała zagrywka wyszła in plus FAME-owi. I to tak naprawdę sprawiło, że relacje są zerwane i jest moment stagnacji, w którym obie strony wyczekują na to, kto pierwszy wyciągnie działa. A jak doskonale wszyscy wiemy, jedna z tych stron będzie zmuszona do bronienia się jeszcze w tym miesiącu.

#famemma
  • 8
  • 0
@selflessness: Był. Zgadza się. Wspominając o tym telefonie, miałem na myśli, że wtedy podjęli ryzyko, które im się nie opłaciło. Teraz podjęli ryzyko, które im się opłaciło, ale zobaczymy na jak długo.