Wpis z mikrobloga

Od urodzenia mieszkam nad samym morzem (na marginesie pracuje również marynarz here).

Pierwsze 20 lat w małej miejscowości i kolejne 14 teraz w innej też turystyczna wieś.

Ale do sedna. Najbardziej rozwala mnie parcie ludzi na zjedzenie ryby za 150 PLN.
Kilku moich znajomych ma knajpy (bardzo dobrze prosperujące). Nikt z nich nie ma ani grama świeżej ryby (a dwóch ma nawet swój kuter) bo tej ryby po prostu w Bałtyku nie ma.
I tak kupują gdzie się da. Makro, biedra, Lidl na pormocji i tak to leci.

Sam mówił, że gdyby miał serwować ryby z kutra to roczny limit połowu przekroczyłby w tydzień xD
Jeszcze hasła typu mąż łowi żona smaży :D

Zresztą z tych wszystkich przekrętów to książkę by napisał bo to co się wyprawia to głowa mała.

Jeden ma grilla i sprzedaje kaszankę za 25 PLN + kechup 3 PLN + chleb. Wiejska kaszanka (kupił ją w maju za 2.99 jak była promocja w Biedronce i zamroził w ilościach hurtowych). Sam byłem świadkiem jak wykupił całą partię a mówił, że zrobił kilka rund po Kołobrzegu bo u nas na wsi zabrało.

Z wszystkich restauracji jakie znam tylko jeden właściciel nie robi wiochy i tam tylko jedzą osoby mieszkające na stałe.

#polska #ciekawostki #wczasy #wakacje
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Caracas w dziurze, do której jeżdżę nad Bałtyk można zjeść rybę z hurtowni w mojej rodzinnej dziurze 460 km na południe od dziury nadbałtyckiej, a odkryłam to natykając się na Sebę sikającego na kartony za smażalnią.
ja tam mam słabość do tego patofolkloru i staram się choć na jeden weekend w roku zawitać nad morzem
  • Odpowiedz