Wpis z mikrobloga

Prosty wniosek: istnienie czegokolwiek jest niemożliwe.

- Skąd się wziął wszechświat?
- Wielki wybuch.
- A skąd się wziął wielki wybuch?
- Bóg stworzył.
- A skąd się wziął Bóg.
- Bóg zawsze był.
- A co zdecydowało o takiej, a nie innej formie Boga?
- Yyy... No dobra. Wielki wybuch to wieczne zdarzenie cykliczne i nie ma początku.
- A co zdecydowało o takiej a nie innej formie tego zdarzenia cyklicznego?
- Yyy... Zdarzenie cykliczne istnieje we wszystkich możliwych formach na raz. Nie ma jednej konkretnej.
- A co zdecydowało, że moja świadomość jest akurat teraz w tej konkretnej możliwej formie wszechświata?
- Yyy...

Czyli w pewnym sensie: "co było pierwsze: kura, czy jajo?"
Przy czym, w kwestii kury i jaja wiemy mniej więcej co było pierwsze.
W kwestii egzystencji czegokolwiek, nie dość, że nie wiemy, to żadna odpowiedź nie jest logicznie możliwa.
Jeśli już, to jedyna logiczna odpowiedź, to to, że kompletnie nic nie istnieje. Ale wiemy, że tak nie jest.

Istnienie czegokolwiek jest niemożliwe, a jednak taki jest fakt.

#rozkminy #filozofia #logika
Eillis - Prosty wniosek: istnienie czegokolwiek jest niemożliwe.

- Skąd się wziął ws...

źródło: mind-blow-galaxy

Pobierz
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Eillis: muszę przyznać, że Twoje rozumowanie nie wydaje mi się do końca logiczne. Pewnie dlatego, że nie rozumiem pojęć którymi się sam posługujesz. Co masz na myśli przez to, że "wielki wybuch to wieczne zdarzenie cykliczne" i to, że "zdarzenie cykliczne istnieje we wszystkich możliwych formach na raz"?

Co do Wielkiego Wybuchu to na razie Boga bym w to nie mieszał, bo Księga Rodzaju nie zaczyna się w sposób "na
  • Odpowiedz
  • 1
@hej_wisos: Te pojęcia, o których mówisz traktuję bardzo dosłownie, tj. coś tak ogólnego jak to brzmi.
Poprzez "zdarzenie cykliczne" mam na myśli to, że wszechświat pojawia się i znika w nieskończonym cyklu, przez co miałby nie mieć początku, ani końca.
W trochę podobny sposób można próbować wyjaśnić, że wszechświat nie ma jednej konkretnej formy, bo istnieje we wszystkich możliwych naraz, w różnych wymiarach.

Ogólnie to nie ma znaczenia, czy mówimy
  • Odpowiedz
@Eillis: chyba Cię rozumiem, nawiązujesz do tej teorii o konforemnej kosmologii cyklicznej. Ciekawe.
Na myśl od razu przychodzi mi bardzo stary symbol Uroborosa, czyli węża zjadającego własny ogon - może wszechświat też tak działa i gnostycy mieli rację. Z tego co pamiętam symbol ten wskazuje na wieczną przemianę bez jakiegoś początku, a sama ta przemiana może się odbywać - jeśli dobrze pamiętam - za pomocą rozumu (gr. nous), inaczej wszystko
  • Odpowiedz
  • 1
@hej_wisos: Tak. Między innymi o to mi chodziło.

Sorry. Chyba w pierwszym poście zastosowałem zbyt duże skróty myślowe.
Ogólnie chciałem wyjaśnić to, że niezależnie od tego, jaką teorię powstania/istnienia wszechświata rozważamy, to nie zmieni to faktu, że logiczny wniosek będzie taki sam. To niemożliwe, że istniejemy, a jednak tak jest.
  • Odpowiedz
Sorry. Chyba w pierwszym poście zastosowałem zbyt duże skróty myślowe.


@Eillis: to akurat na wykopie na tagu nazbyt często się zdarza, dlatego warto pytać co ktoś ma na myśli.

Ogólnie temat który dotykasz w samej filozofii był już raczej poruszany. Leibniz wystosował pytanie "dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?", które pewnie można by pod takie rozważania podpiąć. Myślę, że powinieneś się tym zainteresować, sam teraz nie jestem wiele w tym
  • Odpowiedz