Wpis z mikrobloga

#coolstory #prawojazdy #egzaminpraktyczny

Przypomniało mi się jak kiedyś zdawałem egzamin na prawo jazdy. Autem egzaminacyjnym było Punto. Wcześniej na kursie jeździłem Oplem Corsą i raz tylko na 30 godzin zamieniliśmy się z innym gościem ze szkółki na Punto, żeby obczaić rozmieszczenie płynów, skrzynię biegów, włączniki itp. Tym zdezelowanym Puntem jeździło mi się świetnie jeśli chodzi o ruszanie, normalnie jak w dieslu. Sprzęgło brało od podłogi, nie zgasł ani razu.

No i przychodzi dzień egzaminu praktycznego. Punta na placu nowsze modele, może z tydzień wcześniej zakupione. Plac 4 stanowiska na raz, ja jako 5 osoba. Ktoś od razu nie zdał nie ruszając w miejsca, idę za niego. Krótka gadka, potem wsiadam ruszam i trzask zgasł, nie wyczułem sprzęgła. Na dodatek podchodzi egzaminator, otwiera drzwi i szepcze


Poczułem się jak na olimpiadzie skoku o tyczce.

Zacząłem myśleć, że to nic takiego oblać za pierwszym razem, zdarza się itp. Ale jakimś cudem wpadłem w trans i cofanie po łuku zrobiłem bezbłędnie. Potem podjazd na ruszanie na wzniesieniu. Też bezbłędnie. Adrenalina jeszcze ze mnie nie schodzi no i mamy wyruszać na miasto. "Proszę przygotować auto do jazdy w ruchu miejskim". Lusterka, światła, pasy, fotel - są.

"Proszę wyjechać poza ośrodek i skręcić w lewo"

No to jak tutaj dotarłem to już zdam. Wrzucam bieg, puszczam sprzęgło, nic się nie dzieje. Punto stoi. WTF

Mówię "coś tu jest nie tak"

Egzaminator: "to coś tam z wycieraczką, niech pan sprawdzi"

I w tym momencie zbaraniałem. Patrze na szybę, potem na manetkę, potem znów na szybę, znów na manetkę - wyłączona :D - jak to kurcze może być ze sobą połączone, ze skrzynią biegów? Jakieś czujniki nie pozwalające ruszyć, bo wykryło wodę, a ja nie włączyłem? Deszczu nie ma.

Myslę:




  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach