Mirki,
rzadko piszę tutaj coś na serio, ale ta sprawa nie daje mi spokoju. Od lat w samym centrum Poznania (200m od dworca głównego) wypalana jest tzw. miedziucha, czyli kradzione miedziane przewody. Osoby trudniące się tym pozostają bezkarne, a służby olewają sprawę. Interwencje kończą się w najlepszym wypadku na wypisaniu mandatu. Dym widzę mniej więcej 2 razy w tygodniu od 3 lat. Sąsiedzi mówią, że tak jest od zawsze...
Proceder ma miejsce m.in. na terenie dawnych zakładów ZNTK, "Wolne Tory", należącym chyba nadal do PKP. Jednak nie tylko tam - ostatnio jechałem w nocy rowerem przez miasto i zapach czułem w co najmniej 4 różnych miejscach (np. Fort 7 i Fort 1). Można też znaleźć sporo na ten temat w Internecie. Palą najczęściej w dzień, w okolicy południa i w nocy.
Co z tego? Dym powstały ze spalania plastikowych izolacji przewodów jest skrajnie toksyczny i rakotwórczy. Ogromna ilość dymu leci na tereny gęsto zamieszkałe.
Co za to grozi? Np.:
Art. 182. § 1. Kto zanieczyszcza wodę, powietrze lub powierzchnię ziemi substancją albo promieniowaniem jonizującym w takiej ilości lub w takiej postaci, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Art. 183. § 1. Kto wbrew przepisom składuje, usuwa, przetwarza, zbiera, unieszkodliwia, transportuje odpady lub substancje albo dokonuje odzysku odpadów lub substancji w takich warunkach lub w taki sposób, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Dlaczego w takim razie sprawcy dostają tylko mandaty?
Na co liczę pisząc ten post? Nie wiem sam, chyba na tzw. "Wykop efekt". Może ktoś się w końcu tym zainteresuje. Zgłaszałem problem wielokrotnie do urzędu miasta, służb i różnych mediów. W odpowiedzi dostaję, że teren jest odpowiednio zabezpieczony. Jak dla mnie, to jest zorganizowana grupa przestępcza, ściśle koordynująca działania na każdym etapie: kradzieży przewodów, "oczyszczania" i skupu metalu. Od znajomych słyszę, że w innych częściach miasta regularnie rozkradane są przewody ze studzienek. Znam też osobę, która otworzyła swój skup metalu i szybko przyjechali do niej panowie grzecznie wytłumaczyć, że musi zamknąć swój biznesik.
W powiązanych parę artykułów na ten temat.
Czy w innych miastach sytuacja wygląda podobnie?










Komentarze (78)
najlepsze
Kto ma pieniądze to się nie denerwuje bo polega na "mecenasach". Chociaż i tak dziwi mnie, że ludzie teoretycznie zamożni akceptują życie w takim syfie...
A kto nie ma polega na służbach więc albo się naraża i robi zamieszanie albo siedzi cicho.
Jakby menele potrafiły inwestować w biznes to by nie były menelami ( ͡° ͜ʖ ͡°)
...tylko Cejrowskiego tam wysłać to wytłumaczy jacy to przedsiębiorczy ludzie.
@guilmonn: te zachowania są konsekwencją biedy. Statystyka jest tutaj jedynie opisem sytuacji, a nie dowodem na to, że Polacy są lepsi. Jestem na tyle stary, że pamiętam bieda-szyby i notoryczną kradzież metali z fabryk czy sieci trakcyjnych. Wszystko to robili Polacy. Właśnie dlatego, że byli biedni.
Powinien być zakaz przyjmowania przez skupy takiej miedzi, przecież to od razu widać że jest z opalonych kabli.
W dzień pewnie opalali kable.