Czołem Mirki! Jak zapłacić 1000 zł za zniszczenie mojego sprzętu i wycieczkę paczki po Europie?
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest zapłacić krocie za kuriera, tylko po to, żeby paczka wróciła w to samo miejsce, a znajdujący się w niej sprzęt został totalnie zniszczony? Zapraszam do lektury. Właśnie taka "przyjemność" mnie spotkała.
Sprawa na początku wydawała się banalna. Wystawiam sprzęt na eBay, duński Mirek go kupuje. Pakuję, nadaję, wysyłam – wszyscy powinni być zadowoleni. Ta historia mogłaby tak wyglądać. Ale nie.
Na mojej drodze stanęły dwie wspaniałe firmy: Globkurier (pośrednik) oraz GLS (kurier docelowy). Słowa "stanęły na drodze" pasują tu idealnie, bo taniej i bezpieczniej byłoby wręczyć tę paczkę pielgrzymce staruszek idących na Jasną Górę, żeby po drodze nadłożyły dwie kapliczki i podrzuciły to do Danii.
Co wysyłałem i gdzie popełniłem błąd?
Sprzedałem duży, ciężki, bardzo stary, ale i bardzo chodliwy sterownik przemysłowy. Towar zapakowany pancernie: kartony, styropiany i co tylko się dało. Całość została przypięta do małej, drewnianej ćwierćpalety.
Tutaj niestety popełniłem swoje pierwsze błędy:
- Wybrałem jako pośrednika firmę Globkurier.
- Nie ogarnąłem ich nieintuicyjnego menu i nadałem paczkę jako normalną przesyłkę, a nie ćwierćpaletę (choć mieściła się w wymiarach i wadze standardowej paki, a nadanie jej jako palety paradoksalnie byłoby... tańsze).
Sprzęt był drogi (wartość ok. 5000,00 zł), więc poszedłem na bogato: dokupiłem opcję niestandardowego pakowania, ubezpieczenie i wszelkie możliwe dodatki.
Koszt: około 330,00 zł.
Znikający punkt i mecz piłki nożnej
Etykieta naklejona. Kurier przyjechał, wziął przesyłkę bez mrugnięcia okiem. Numer dodany na eBayu, człowiek patrzy na pasek trackingu i cieszy się na duńskie pieniążki. Nagle tracking zamarza. Myślę sobie – może w Danii mają akurat jakieś Święto Śledzia. Zaraz dostarczą.
Nic z tego. Dokładnie 3 kwietnia 2026 r. (piątek) około godziny 12:00 znajdujemy paczkę... u siebie pod drzwiami.
Żadnego "Ding Dong, paczucha dla Pana!". Po prostu rzucona pod drzwi i elo. Na paczce widnieje kartka: "Błędne pakowanie". Całość wyglądała tak, jakby w kubańskim więzieniu rozgrywano nią mecz piłki nożnej. Paleta połamana, totalny dramat. Kurier wolał to zostawić i czmychnąć niczym Mikołaj przez komin.
Udaje nam się złapać kuriera kilka ulic dalej. Nazwijmy go Bartek.
Pytamy, co się stało z paczką. Bartek mówi, że taką dostał z magazynu i on nic nie wie. Chcemy spisać protokół szkody. Bartek nie ma formularzy. Numeru telefonu też nie da. Mówi: "Wypiszcie sobie, a ja w przyszłym tygodniu przyjadę i podpiszę". Przecież nie będziemy się z nim bić.
Biurokratyczny cyrk i protokół szkody
Znajduję protokół, wypełniam na komputerze (XXI wiek w końcu). Z tytułu maila od Globkuriera kopiuję numer przesyłki i wrzucam w formularz. W poniedziałek, 6 kwietnia 2026 r. zanosimy dokument do punktu przesyłek, bo Bartek znowu się nie pojawia. Zostawiamy do podpisu, wpisując rzetelnie faktyczną datę sporządzenia (6.04). Bartek w końcu to podpisuje.
Wysyłamy do Globkuriera absolutnie wszystko: zdjęcia spod drzwi, zdjęcia po rozpakowaniu, sposób pakowania, dowody wartości, protokół, świadectwo chrztu, numer buta i PESEL kota. Rozpoczyna się proces reklamacyjny, który w Globkurierze wygląda tak:
- Globkurier: "Masz 7 dni na dosłanie dokumentu X, inaczej zamykamy."
- My: (wysyłamy po 2 godzinach)
- My: (po kilku dniach) "Jak tam sprawa?"
- Globkurier: (po 5 dniach) "Daj dokument X, bo nic nie zrobimy."
- My: "Macie go od 5 dni."
- Globkurier: "A, dzięki mordo, będziemy w kontakcie."
Po czym proces wraca do punktu wyjścia.
Podwójne koszty i walka z wiatrakami
W międzyczasie naliczają nam kolejne 350,00 zł za odesłanie paczki z Danii.
Próbujemy to reklamować, ale w Globkurierze nie ma z kim rozmawiać.
System zamyka reklamację faktury, bo "jest już otwarta reklamacja na uszkodzenie". Infolinia? "Oddzwonimy" (nigdy tego nie robią).
Zaczynają przychodzić upomnienia, a do nich doliczane są faktury za wysłanie maila z upomnieniem (kolejne 20,00 zł)! Żeby zatrzymać tę spiralę kosztów, ostatecznie płacimy to z nadzieją na późniejszy zwrot. Oczywiście bezskutecznie.
GLS i Globkurier: Festiwal Odrzuceń
Miesiąc później, 8 maja 2026 r., przychodzi pierwsza odpowiedź:
"Przesyłka dostarczona została w dniu 03.04.2026 w stanie nieuszkodzonym. Klient przyjął towar bez zastrzeżeń. Nikt nie zgłosił kurierowi uwag. (...) Zgłoszenie szkody nastąpiło po wcześniejszym przyjęciu przesyłki bez uwag."
Odrzucili reklamację, bo nie zgłosiliśmy uwag do paczki, którą kurier cichaczem rzucił na podjazd i zwiał. Ręce opadają.
Piszemy odwołanie. Tłumaczymy jak krowie na rowie.
Odpowiedź z 28 maja 2026 r. stawia sprawę jasno – protokół szkody odrzucony. Dlaczego? Bo numer z maila od Globkuriera, który wpisaliśmy, okazał się ich numerem wewnętrznym, a nie oficjalnym numerem GLS! Poważna firma by to sprostowała w imieniu klienta. Ale Globkurier interesuje tylko pobranie haraczu, dołączając pod każdym mailem formułkę: "nie jesteśmy stroną bezpośrednio rozpatrującą reklamację, a jedynie pośredniczymy".
Mamy dziś 23 czerwca 2026 r. Minęły prawie 3 miesiące. Ostateczna odpowiedź GLS:
"Odmowa wypłaty odszkodowania. Protokół datowany na 06.04.2026 r., czyli 3 dni po doręczeniu. Brak dowodów, że szkoda nastąpiła u nas."
Podsumowanie kosztów i absurdów
Opis sytuacjiRezultat / KwotaZniszczony sprzęt- 5000,00 złKoszt wysłania paczki z ubezpieczeniem- 333,26 złKoszt odesłania do nas- 333,26 złKoszty upomnień i straconych nerwów- dziesiątki złotych i godzinKrychowiakbez kartkiSzczęsnyz czystym kontem
Czy zrobiliśmy wszystko idealnie? Nie. Przez nieintuicyjne menu nie kliknęliśmy "ćwierćpaleta".
Jak to powinno wyglądać w cywilizowanym kraju? Na pierwszym sortowniku (gdzie GLS trzymał pakę od 26 do 31 marca!) paczka zostaje cofnięta, pobierają część kwoty za fatygę, oddają w całości. Zamiast tego zrobili jej wycieczkę po Europie (ok. 1000 km), zniszczyli, a teraz wykorzystują własne zaniedbania (brak doręczenia "do rąk", brak spisanego od razu protokołu) jako tarczę przed wypłatą ubezpieczenia, za które zapłaciliśmy!
Kurier do dziś nie ma naszego podpisu odbioru paczki powrotnej. Oznacza to, że kurier GLS mógłby równie dobrze ukraść tę paczkę, odklikać "doręczono", a Wy usłyszelibyście, że to Wasza wina, bo nie zgłosiliście uwag widmu.
Walka z takimi firmami w pojedynkę to kopanie się z koniem. Będę niezwykle wdzięczny za plusowanie i podbijanie wyżej – jak pokazuje doświadczenie z Wykopu, nagłośnienie sprawy to często jedyny argument, który te firmy potrafią zrozumieć.






Komentarze (92)
najlepsze
Jeśli nie zostanie to odwołanie rozpatrzone pozytywnie, to najpewniej będę sprawę kierował do sądu. Myślę, że nie ma co się poddawać takim praktykom i trzeba się domagać swojego. Dla mnie to co odwaliły te firmy to jest jawene oszustwo i naciągactwo na które nie powinno
źródło: fourier-transform-vs-courier-transform-the-real-breakdown-v0-55msqnlpv7fd1
PobierzZamawiam na otomoto zderzak z dostawą, koszt 150PLN nadawca wybiera DHL paczka idzie do blacharza za pobraniem.
Kurier ze wschodnim akcentem na miejscu mówi, że terminal ma popsuty i tylko gotówka (na stronie DHL widnieje informacja że każdy kurier ma mieć terminal kropka). Blacharz gotówki nie ma tylko karta. Na to kurier, że on tego nie będzie woził 2 razy. Nie
dalej lepsze niż płoczta polska, która raz dostarczyła mi paczkę którą nadałem, bo pani z okienka sie poyebało i w konkuter wstukała adres nadawcy jako adresata.. ale niewiele lepsi są
Dorzuciłem już linki gdzie można sobie włączyć śledzenie przesyłki.
Wrzucam screen ze strony globkurier. Dorzucę więcej materiałów tylko je zbiorę w całość : )
źródło: Screen - globkurier
Pobierz