Była mroźna styczniowa noc, gdy strażacy wezwani przez automatyczne systemy alarmowe weszli do budynku reaktora. Miał być to kolejny fałszywy alarm, lecz w sterowni, zamiast zaprzyjaźnionych operatorów znaleźli jedynie trzy stygnące kubki herbaty.
Pomimo coraz mocniej terkoczących liczników Geigera postanowili wejść na hale reaktora i sprawdzić co się stało. Wraz ze wspinaniem się po schodach promieniowanie wzrastało, aż oba liczniki osiągnęły próg maksymalnej skali. Dłuższe przebywanie w tym miejscu szybko skończyłoby się śmiercią. Po wejściu do pomieszczenia zobaczyli coś, czego nie widział nikt wcześniej. Wszystko wokół było zasłane szczątkami reaktora, zaś pod sufitem zwisało ciało jednego z operatorów przebite głowicą pręta sterującego. Tak wyglądały pierwsze minuty po katastrofie amerykańskiego reaktora SL-1.
W połowie lat 50. zimna wojna weszła w nowy etap. Związek Radziecki dogonił Stany Zjednoczone pod względem ilości, jak i zaawansowania broni jądrowej, sprawiając że o wyniku wojny atomowej mógł zdecydować wyłącznie element zaskoczenia i czas w jakim pociski mogą dotrzeć nad terytorium przeciwnika. Z tego powodu niezbędne było ciągłe utrzymywanie w powietrzu floty bombowców B-52 przenoszących ładunki jądrowe, gotowych do natychmiastowego skierowania się nad miasta przeciwnika. Rozwiązanie to było jednak niezwykle drogie i ryzykowne. W ciągu 20 lat było kilka przypadków w których bombowce rozbiły się wraz z bronią jądrową na pokładzie.
Alternatywą było zastosowanie pierwszych rakiet międzykontynentalnych, lecz ich celność i zasięg był bardzo mały. Z tego powodu najłatwiej było rozlokować baterie pocisków jak najbliżej granic przeciwnika. Idealnym miejscem do tego celu była… Grenlandia. Jednak bazy w których miałaby się znajdować b--ń strategiczna musiałyby umożliwiać swobodną pracę tysięcy żołnierzy i techników utrzymujących sprawność delikatnej elektroniki. Było to możliwe pod jednym warunkiem – dużej ilości, łatwo dostępnej energii niezbędnej do ogrzewania i zasilenia wszystkich systemów radarowych. Z tego powodu zdecydowano się stworzyć niewielkie, przenośne reaktory jądrowe, które można by postawić w dowolnej bazie amerykańskiej armii.
W ramach Wojskowego programu energetyki jądrowej (Army Nuclear Power Program – ANPP), powstała seria bardzo zróżnicowanych konstrukcji, które dziś można by nazwać protoplastami rektorów SMR. Jednym z pierwszych i najbardziej zachowawczych projektów był SL-1 - reaktor stacjonarny małej mocy nr 1 (Stationary, Low Power no.1) wybudowany w Idaho. Posiadał konstrukcję reaktora wodno-wrzącego (BWR), dzięki czemu nie wymagał zastosowania ciężkiego zbiornika ciśnieniowego wykonanego ze stali szlachetnej. Dodatkowo, posiadał on tylko jeden obieg chłodzenia.
Z punktu widzenia armii były to same korzyści – był tańszy i łatwiejszy w obsłudze. Brak dodatkowych osłon nikogo nie martwił. W końcu reaktor miał jedynie 3 MW mocy cieplnej, więc daleko mu było do tysiące razy potężniejszych reaktorów stosowanych zazwyczaj w elektrowniach. Aby zredukować ilość paliwa jądrowego (jak i wielkość całej konstrukcji) zdecydowano o zastosowaniu wysoko wzbogaconego paliwa o zawartości Uranu-235 na poziomie aż 93,2%. To rozwiązanie pozwoliło też zmniejszyć wymiary wszystkich elementów, dzięki czemu nawet największe części zmieściłyby się na pace wojskowej ciężarówki.
SL-1 uruchomiono w 1958. Przez pierwsze 3 lata reaktor działał bez żadnych istotnych awarii, więc stopniowo zwiększono moc do 4,7 MW. Ten eksperyment się udał, więc prawdopodobnie nigdy nie słyszelibyśmy o tej konstrukcji gdyby nie jeden błąd projektowy. Przed uruchomieniem reaktora trzeba było ręcznie przymocować pręty kontrolne do mechanizmu odpowiedzialnego za poruszanie nimi w trakcie pracy. Procedura ta była dość prosta. Operator musiał podnieść pręt o około 10cm i zaczepić na specjalne haki. Niestety pręty kontrolne lubiły się zacinać i jedyną metodą na ich podniesienie było mocne wyszarpnięcie do góry.
Trzeciego stycznia 1961 roku narodowa stacja testów reaktorów wznawiała pracę po przerwie świątecznej. Do uruchomienia SL-1 zostali skierowani trzej specjaliści armii Stanów Zjednoczonych. Najstarszy z nich, Richard McKinley miał zaledwie 27 lat. Procedura uruchomienia przebiegała zgodnie z planem aż do momentu, w którym okazało się, że nie da się podnieść pręta kontrolnego nr 9, przechodzącego przez sam środek reaktora. Odpowiedzialny za to był 22-letni stażysta John Byrnes.
Z rekonstrukcji wydarzeń wiemy, że szarpnięcie spowodowało podniesienie pręta na wysokość 51 centymetrów, czyli pięciokrotnie za dużo. Wysoki poziom wzbogacenia paliwa powodował, że reaktor był bardzo mały, ale bardzo podatny na zmiany mocy w zależności od położenia prętów kontrolnych. Wysunięcie środkowego pręta na tak dużą odległość spowodowało osiągnięcie, w ciągu zaledwie czterech milisekund, moc aż 20 GW, czyli ponad 6500 razy więcej niż przewidywała konstrukcja reaktora. Dla porównania reaktor w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w momencie wybuchu osiągnął moc 30 GWt, czyli tylko 10 razy więcej niż był zaprojektowany.
Wyzwolenie tak ogromnej energii spowodowało natychmiastowe odparowanie całej wody, która rozsadziła reaktor. Potężna eksplozja sprawiła, że ważący 12 ton zbiornik podskoczył do góry na prawie 3 metry. Od tego momentu dalszy los operatorów był przesądzony. Byrnes wraz z McKinleyem zostali odrzuceni na ściany hali, zaś Richard Legg został przybity do sufitu przez wystrzeloną osłonę pręta kontrolnego nr 7. Przybyli 9 minut później strażacy nie byli w stanie wejść na halę reaktora ze względu na zbyt wysoki poziom promieniowania i brak odpowiednich zabezpieczeń.
Dopiero po 16 minutach od eksplozji pojawili się ratownicy wyposażeni w kombinezony i maski tlenowe, co umożliwiło rozpoczęcie poszukiwania ofiar. Jedyną osobą, która przeżyła do tego momentu był McKinley. Jednak pomimo heroicznej i skrajnie niebezpiecznej akcji ratunkowej, zmarł zaledwie 2 godziny później. Ambulans wraz z ciałem McKinleya został porzucony na pustyni ze względu na bijące od niego promieniowanie*.
Likwidacja awarii przebiegała dość sprawnie. W ciągu zaledwie 24 miesięcy wszystkie elementy reaktora zostały zdemontowane i zakopane w stworzonym kilkadziesiąt metrów dalej mogilniku. Rdzeń reaktora i najcenniejszą aparaturę wywieziono do oddalonego o 56 kilometrów laboratorium, w którym zaledwie kilka lat wcześniej badano możliwość wykorzystania reaktorów jądrowych jako napędu do samolotów odrzutowych. Jednak najważniejszą częścią likwidacji było śledztwo nad przyczynami awarii.
W trakcie postępowania rozważano wiele scenariuszy. Od sabotażu dokonanego przez radzieckich szpiegów aż do próby samobójczej, w wyniku nieszczęśliwej miłości. Poddano pod wątpliwość również czy doszło do eksplozji reaktora, czy może zostały podłożone materiały wybuchowe. Możliwość zamachu dość szybko wykluczono. W budynku nie stwierdzono resztek b---y, zaś przedmioty osobiste, takie jak obrączki, zapalniczki czy klamry pasków należących do operatorów stały się silnie promieniotwórcze. Wskazywało to, że reaktor musiał osiągnąć krytyczność i napromieniować wszystkie te przedmioty bardzo silnym strumieniem neutronów.
W trakcie śledztwa postanowiono zbadać czy operatorzy zdawali sobie sprawę z ryzyka, jakim było nadmierne wyciągnięcie któregoś z prętów kontrolnych. Jak się okazało, był to fakt powszechnie znany do tego stopnia, że sami operatorzy uznali, że wyjęcie pręta kontrolnego może służyć do wysadzenie reaktora w razie ataku żołnierzy radzieckich na bazę arktyczną dla której był zaprojektowany SL-1.
Ten fakt sprawił, że zdecydowano przebudować wszystkie reaktory, tak aby nigdy usunięcie jednego pręta nie mogło zainicjować reakcji jądrowej. Dodatkowo, postanowiono rozbudować procedury obsługi, które dotychczas mieściły się na zaledwie dwóch stronach (!). Już kilka miesięcy później procedura obsługi była opisana w dokumencie liczącym 200 stron, a obecnie dokumentację reaktorów liczy się nie w stronach, tylko w tonach…
Katastrofa, pomimo dramatycznego przebiegu, nie spowodowała znacznego skażenia i ewakuacji ludności. Szacuje się, że doszło do uwolnienia 41 TBq substancji radioaktywnych (czyli powodujących 41 bilionów rozpadów promieniotwórczych w każdej sekundzie). Jednak ze względu na to, że reaktor znajdował się na pustyni, stwierdzono zagrożenie dla obywateli USA na poziomie pomijalnie małym.
*poziom promieniowania od ciała McKinleya był spowodowany w równej mierze skażeniami promieniotwórczymi, które się na nim osadziły, jak również aktywacją niektórych atomów w jego ciele w wyniku działania strumienia neutronów.
Tekst: Mateusz Stecki (Napromieniowani.pl)

Sterownia reaktora SL-1 w Idaho (Stany Zjednoczone) przed katastrofą.

Ranek po wypadku. Inspektorzy Komisji Energii Atomowej sprawdzają poziom skażenia radioaktywnego. Fot. INEEL

Mogilnik po pozostałościach budynku reaktora. Fot. John R. Giles

Górna część reaktora. Fotografia z 21 marca 1958 roku. Fot. LIBRARY OF CONGRESS / SCIENCE PHOTO LIBRARY

Pomieszczenie reaktora SL-1. Według dostępnych informacji temperatura rdzenia wzrosła czasowo do blisko 2000 stopni Celsjusza.

Według oficjalnych źródeł zmierzono moc dawki 25 Rentgenów na godzinę (220 mSv/h).

Lokalizacja ośrodka w Idaho.

Budynek reaktora SL-1 z zewnątrz.


Demontaż reaktora 29 listopada 1961 roku za pomocą dźwigu. Kabina operatora osłonięta była 13,34 cm blachą stalową z oknem ze szkła ołowiowego.

Richard McKinley (26 lat), Jack Byrnes (22 lata) i Richard Legg (26 lat).









Komentarze (45)
najlepsze
@FLAC: To tylko pokazuje jakim gównem byli/są ruscy. SL-1 było 25 lat przed czarnobylem, strażacy przybyli na miejsce z procedurami, mieli dozymetry Z tego co sprawdziłem to jeszcze tej samej nocy zrobili pomiary pobliskiej drogi żeby uznać czy powinna zostać zamknięta w ciągu najbliższych
W instrukcji pewnie napisano, "jak się zaklinuje pręt, to trzeba mocno szarpnąć, ale nie za mocno, żeby nie wysadzić reaktora"
źródło: 4061b7b2723b0ee1c99cace65a9d06464ae33a834c56fda63a133c77fb923566
PobierzKomentarz usunięty przez moderatora
- Ochotnicy z epicentrum wybuchu jądrowego
- Ekspresowa poczta dostarczana atomowym pociskiem
- Le Redoutable - pierwszy francuski atomowy okręt podwodny z bronią jądrową
- Pierwsze francuskie wybuchy jądrowe
- Krater Sedan
==> Ochotnicy z epicentrum wybuchu jądrowego | Retronauta.pl <==
źródło: epicentrum
Pobierz