Państwo publikuje pytania, ale nie ma do nich praw. Tak wygląda rynek prawa jazdy w Polsce
Ministerstwo Infrastruktury publikuje oficjalną bazę pytań do państwowego egzaminu teoretycznego na prawo jazdy. Jednocześnie samo przyznaje, że nie ma praw autorskich do obecnej bazy.
To jest punkt, od którego ta historia naprawdę powinna się zaczynać.
Bo nie mówimy o prywatnym kursie online ani o zwykłej aplikacji edukacyjnej. Mówimy o obowiązkowym egzaminie państwowym na każdą istniejaca kategorie która pozwala prowadzic pojazd w naszym kraju.O egzaminie, który organizuje państwo, nadzoruje państwo i którego treść państwo publikuje na własnej stronie.
A jednak samo państwo mówi: obecna baza pytań nie należy do nas.
To nie jest drobna nieścisłość. To jest paradoks prawny, który otwiera dużo większą historię.
Egzamin państwowy, ale prawa w rękach prywatnych firm
Na stronie Ministerstwa Infrastruktury można znaleźć informację, że prawa autorskie do obecnej bazy pytań przysługują aż 4! podmiotom prywatnym tak dobrze czytacie. Lista jest konkretna — figuruje na niej cztery prywatne firmy, oraz jedna spółka Skarbu Państwa.
Zwykły obywatel zakłada, że skoro egzamin jest państwowy, to państwo trzyma w ręku jego treść. Tymczasem z oficjalnych informacji wynika, że prawa do tej treści są w rękach podmiotów prywatnych.
Prywatne firmy współtworzyły państwową bazę — i zachowały do niej prawa
Samo przyznanie, że Ministerstwo nie posiada praw do pytań, to dopiero początek problemu. Ważniejsze jest to, skąd te prawa w ogóle wzięły się po stronie prywatnych firm.
Przez długi czas przepisy wprost dopuszczały, żeby propozycje pytań, scenariuszy i wizualizacji trafiały do państwowej bazy z zewnątrz — od podmiotów prywatnych. Komisja ministerialna weryfikowała te pytania i włączała je do zasobu egzaminacyjnego. Prywatny podmiot dostarczał treść. Państwo ją akceptowało. A prawa autorskie — zostawały przy tym, kto dostarczył.
To nie jest luka ani wyjątek. To był model działania systemu przez lata.
Warto zadać sobie pytanie: jakie firmy w ogóle wiedziały, że taka droga istnieje? Że można dostarczać pytania do ministerialnej komisji, że będą akceptowane, że prawa zostaną po stronie dostawcy? To nie była informacja ogłoszona publicznie. Żeby skorzystać z tego mechanizmu, trzeba było wiedzieć jak system działa od środka. Przypadkowe firmy z rynku tej wiedzy nie miały.
W efekcie prywatne firmy, które znalazły się blisko oficjalnych pytań egzaminacyjnych, dostarczały pytania do komisji, pytania wchodziły do państwowej bazy, prawa zostawały prywatne — a potem te same firmy zarabiały na sprzedaży dostępu do treści, które same przy cichej akceptacji państwa do tej bazy włożyły.
Jest w tej historii jeszcze jeden element, który wiele tłumaczy. Ministerstwo Infrastruktury podjęło próbę wprowadzenia przepisów, które wyłączyłyby pytania egzaminacyjne z kategorii informacji publicznej. Gdyby to przeszło, baza pozostałaby niepubliczna — a jednocześnie Ministerstwo nadal płaciłoby ze środków publicznych za tworzenie i weryfikację pytań. Publiczne pieniądze finansowałyby zasób, do którego dostęp mieliby wyłącznie ci, którzy posiadają prawa autorskie lub wykupią od nich licencję. Kursant chcący się uczyć z oficjalnych pytań musiałby płacić prywatnym firmom pod stołem— zamiast móc je sprawdzić za darmo na stronie gov..
Pytania nie zostały upublicznione z inicjatywy Ministerstwa. Wymusiły to wyroki sądowe. Sądy orzekły, że pytania egzaminacyjne stanowią informację publiczną i muszą być dostępne dla obywateli. Ministerstwo opublikowało bazę, bo musiało — nie dlatego, że chciało.
I tu pojawia się pytanie, które najlepiej pokazuje skalę nieprzejrzystości całego systemu. W Polsce działa około sześciu i pół tysiąca ośrodków szkolenia kierowców. Są to prywatne firmy, które żyją z kursantów i które doskonale rozumieją rynek. Gdyby wiedziały, że cztery prywatne firmy mają wyłączne prawa autorskie do pytań egzaminacyjnych i że będą musiały tym firmom płacić za obowiązkowy dostęp do tych pytań — z całą pewnością by zaprotestowały. Głośno i skutecznie.
Nie zaprotestowały. Bo nie wiedziały. Mechanizm działał w ciszy, poza ich wiedzą i poza jakąkolwiek publiczną debatą. I to mówi więcej o charakterze tego systemu niż jakikolwiek dokument prawny.
Może teraz zapaliła wam się lampka dlaczego baza pytań tak rosła na przestrzeni lat??
Państwo płaci za pytania, ale nie ma do nich pełni praw
kolejny ciekawy wątek tej historii
Państwo płaci ludziom za przygotowywanie i weryfikowanie pytań egzaminacyjnych. Stawki są wpisane w przepisy odpowiednio 50zł, 100zł w zależności formy pytania ale to nie tu jest prawdziwy biznes o tym dalej. ALE za tę pracę płyną publiczne pieniądze nasze
Zwykły obywatel ma prawo myśleć tak: skoro państwo utrzymuje komisję i płaci za tworzenie pytań do obowiązkowego egzaminu publicznego, to efekt tej pracy powinien należeć do państwa.
Tymczasem ministerstwo samo przyznaje, że nie ma praw autorskich do obecnej bazy.
Warto tu dodać jeszcze jeden ujawniony wątek. W Ministerstwie Infrastruktury działa Komisja do spraw weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych, złożona z urzędników i zewnętrznych ekspertów. Komisja ta nie tylko ocenia, ale według dostępnych informacji również układa pytania. A prawo autorskie jest jasne: twórca nabywa prawa z chwilą stworzenia utworu. Jeśli więc eksperci komisji układali pytania egzaminacyjne, mogli nabyć do nich osobiste prawa autorskie. Ministerstwo zostało zapytane o listę takich osób. Nie odpowiedziało.
Publiczne pieniądze pracują przy tworzeniu treści egzaminacyjnych. A prawa do tej treści i tak pozostają poza kontrolą państwa. To jest kpina
Te same firmy tworzą pytania i sprzedają do nich dostęp
Tu zaczyna się drugi poziom tej historii który jest najciekawszy.
Firmy posiadające prawa autorskie do pytań egzaminacyjnych nie są biernymi właścicielami praw. Jednocześnie prowadzą komercyjne platformy edukacyjne, sprzedają dostęp do testów, kursów i systemów dla szkół jazdy. I robią to wprost — chwaląc się związkiem z pytaniami egzaminacyjnymi. Na własnej stronie piszą bez ogródek, że tworzy pytania z testów dostępnych w ośrodkach WORD. Ten sam podmiot tworzy pytania, posiada do nich prawa i sprzedaje do nich dostęp.
Inny informuje równie wprost: jest twórcą części pytań egzaminacyjnych. I zaraz obok — oferta zakupu dostępu do tych pytań dla kursantów i szkół jazdy.
Ąż 1 firma twierdzi ze posiada umowę licencyjną z podmiotem Skarbu Państwa i że sama przekazywała pytania do bazy egzaminacyjnej — a mimo to nie figuruje na oficjalnej liście podmiotów posiadających prawa autorskich.
Kursant ma poczucie wyboru, ale trafia wciąż do tych samych firm
Ktoś wpisuje w Google „testy na prawo jazdy". Klika jedną stronę, potem drugą, pobiera aplikację, trafia na kolejną z boku wygląda to jak szeroki rynek z wieloma niezależnymi opcjami.
W praktyce jest inaczej. Prywatne firmy posiadające prawa autorskie do pytań egzaminacyjnych prowadzą jednocześnie po kilka osobnych serwisów i aplikacji dla tych samych fraz wyszukiwania. Kursant klika kolejne wyniki, ma wrażenie że wybiera spośród różnych podmiotów — a w praktyce wielokrotnie trafia do tej samej firmy, tylko pod inną nazwą domeny.
Tylko jedna z tych 4 firm która posiadających prawa autorskie do pytań kontroluje co najmniej pięć osobnych domen internetowych.
Wciąż myślisz że masz wybór i rynek jest zdrowy?
Firmy posiadające wyłączne prawa do pytań egzaminacyjnych kontrolują fraz, które wpisują kursanci szukając materiałów do nauki. Konkurencyjne serwisy edukacyjne, niezależni deweloperzy, startupy — napotykają bariery prawne, które uniemożliwiają tworzenie równoważnych materiałów. Rynek jest strukturalnie zamknięty dla nowych graczy.
Nie przez lepszy produkt. Przez prawa autorskie do państwowego egzaminu.
Sześć i pół tysiąca szkół jazdy bez wyboru
Ten problem nie dotyczy tylko kursanta szukającego testów w Google.
Dotyczy też tysięcy prywatnych ośrodków szkolenia kierowców w całej Polsce.
Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami, w art. 23 ust. 2 pkt 4, nakłada na każdy OSK obowiązek przeprowadzenia egzaminu wewnętrznego przed skierowaniem kursanta do WORD-u. Egzamin musi odbywać się na komputerze. Z pytaniami zgodnymi z oficjalną bazą egzaminu państwowego. Bez zdanego egzaminu wewnętrznego kursant nie może zapisać się na egzamin państwowy.
W Polsce działa około sześciu i pół tysiąca ośrodków szkolenia kierowców. Każdy musi przeprowadzać egzaminy wewnętrzne. Każdy musi korzystać z pytań zgodnych z bazą egzaminu państwowego. A jedyna legalna droga dostępu do tych pytań to zakup licencjonowanego oprogramowania od podmiotów posiadających prawa autorskie lub licencje.
Polskie prawo stworzyło rynek przymusowy. Ustawa publiczna wymusiła na wszystkich szkołach jazdy konieczność płacenia prywatnym firmom za dostęp do treści, na których opiera się obowiązkowy egzamin państwowy.
Efekt jest brutalnie prosty: szkoła jazdy nie staje przed uczciwym wyborem. Staje przed dużo gorszym — albo zapłacić podmiotom, które mają prawa lub licencje do bazy, albo ryzykować, że jej szkolenie teoretyczne będzie słabsze, mniej wiarygodne albo prawnie niepewne.
To nie jest sytuacja, w której OSK kupuje dodatkowy luksusowy produkt. To jest sytuacja, w której państwo tworzy obowiązek i jednocześnie zmusza prywatny podmiot do szukania rozwiązania na rynku kontrolowanym przez tych, którzy posiadają prawa do treści obowiązkowego egzaminu publicznego.
Pytania, które wciąż czekają na odpowiedź
Jak to możliwe, że treść państwowego egzaminu nie należy do państwa?
Na jakiej podstawie prywatne firmy tworzą pytania do obowiązkowego egzaminu publicznego i zachowują do nich pełne prawa majątkowe — skoro egzamin ten służy realizacji publicznego obowiązku i jest finansowany ze środków publicznych?
Czy środki publiczne były zaangażowane w tworzenie bazy, a jeśli tak — dlaczego Skarb Państwa nie nabył w zamian odpowiednich praw?
Czy członkowie Komisji ministerialnej osobiście posiadają prawa autorskie do pytań, które układali w ramach funkcji publicznych?
podziekujcie
Dariusz Klimczak — Minister Infrastruktury kancelaria@mi.gov.pl
Krzysztof Gawkowski — Minister Cyfryzacji sekretariat.bm@cyfra.gov.pl






Komentarze (27)
najlepsze
Czy kierując pojazdem od zmierzchu do świtu, masz obowiązek stale zachować szczególną ostrożność?
A. TAK
B. NIE
Który z czynników atmosferycznych w najmniejszym stopniu powoduje wystąpienie poślizgu?
A. Gołoledź
źródło: images
Pobierzhttps://standardyprawa.pl/orzeczenie/2178674
Jest też teoria.pl gdzie wszystko jest za friko.
@Krupier: Chyba sobie zatrujesz. Ta strona wygląda jakby ktoś ja postawił jako zaplecze do pozycjonowania innych poważnych stron.
Komentarz usunięty przez autora