W Gliwicach, na terenie filii hitlerowskiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau – Gleiwitz IV, trwa budowa parku handlowego, którego centralną częścią ma być niemiecki sklep Kaufland. Miejsce, które przed 80 laty było świadkiem niewyobrażalnego cierpienia, dziś przechodzi przemianę w przestrzeń handlową. Na wjeździe stoi tablica upamiętniająca ofiary obozu- starannie ogrodzona płotem, żeby nie przeszkadzała w budowie supermarketu (tfu! żeby jej nie uszkodzono!).

Poniżej załączam dla zainteresowanych, krótki opis wspomnień jednego z więźniów filii na której powstaje owe centrum handlowe (źródło: https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/obozy-koncentracyjne/39271,W-Gliwicach-bylismy-traktowani-o-wiele-gorzej-niz-w-Oswiecimiu.html)
Mayer (Marian) Zelman z Łodzi (ur. 1919), osadzony od sierpnia 1944 r. w AL Gleiwitz IV, relacjonował, że co 3-4 tygodnie esesmani dokonywali selekcji więźniów.
„Niezdolnych do pracy, skrajnie wycieńczonych i chorych” wywożono do Oświęcimia – do zagazowania. Na ich miejsce przybywali nowi. Zwłoki zmarłych bądź zamordowanych w obozie wywożono do krematorium; przed wywiezieniem leżały one „w dole wypełnionym chlorkiem i wapnem”.
Zelman w swojej relacji z 1967 r. próbował zinterpretować „filozofię” pracy komendanta obozu, Lagerführera Grübnera:
„Utrzymywał ostrą dyscyplinę w obozie, tak wobec więźniów, jak i esesmanów. Był on człowiekiem bardzo surowym i w swoisty sposób sprawiedliwym. Chodziło mu o wykazanie się wobec swoich władz zwierzchnich efektami pracy więźniów. Chciał, aby więźniowie wykonywali plany budowlane firm, w których ich zatrudniano. W związku z tym dążył do tego, aby więźniowie wychodzili z obozu na stanowiska robocze jako ludzie zdolni do pracy, a nie zmaltretowani i pobici. Z drugiej strony jednak Grübner wykańczał tych więźniów, którzy do pracy się nie nadawali. Esesmani natomiast, poza plecami Lagerführera, traktowali więźniów w sposób jak najbardziej brutalny”.
Nie tylko esesmani nadzorowali osadzonych w obozie Gleiwitz IV. Ponieważ niektórzy osadzeni pracowali na rzecz firm budowlanych podlegających Organisation Todt, także jej członkowie sprawowali kontrolę nad pracującymi, ale tylko w miejscach ich zatrudnienia. Zelman wspominał jednego z funkcjonariuszy OT, majstra Gustawa Günthera:
„Stale nosił przy sobie pistolet. (…) wciąż bił i kopał więźniów. Był względem nas jeszcze bardziej brutalny niż esesmani. To on spisywał numery więźniów jego zdaniem zbyt wolno pracujących i numery te przekazywał Lagerkapo. W wyniku jego doniesień Lagerkapo i Rapportführer (…) wymierzali więźniom w obozie, w nocy, karę chłosty”.
W jakich okolicznościach dochodziło do morderstw na więźniach, ukazuje inny fragment relacji Zelmana:
„Hitlerowcy zatrudniali tam wówczas dwóch więźniów braci. Jeden z nich (…) chorował na krwawą biegunkę. W związku z tym poprosił pewnego razu swego nadzorcę o zezwolenie na odejście «na stronę». Wówczas Posten [straż] kazał jego bratu zdjąć mu czapkę i rzucić ją przed siebie. Chory musiał pobiec za czapką. Wtedy Posten zastrzelił go. Zwłoki więźnia przenieśliśmy do obozu. Na apelu wieczornym Schreiber [pisarz] obozowy zapomniał odpisać zastrzelonego ze stanu liczbowego więźniów. Wskutek tego rano w dniu następnym musieliśmy zwłoki zastrzelonego zanieść z powrotem na miejsce pracy i wykonać za niego normę”.
A dziś, po latach piekła i morderstw, w miejscu, gdzie setki ludzi zostało zamordowanych w imię wyrobienia norm produkcyjnych, pamięć o nich będzie upamiętniona pomiędzy promocją kiełbasy, papieru toaletowego i wózków sklepowych.








Komentarze (141)
najlepsze
Wykrakał
A juz komoletna abberacja sa dla mnie ruskie cmentarze w miastach, od 80 lat stoja nagrobki/krzyze "wyzwolicieli". I nikt sie nie zastanawia po jaki c--j i jak dlugo jeszcze.
Zaorac a na miejscu zostawic najwyzej
Ten to planował na lata.