Przestraszyłem się, że klawiatura w telefonie mnie śledzi. I miałem rację

Przeszło miesiąc temu przestraszyłem się, że klawiatura w telefonie mnie śledzi. Miesiąc później już wiem, że to prawda. Okazuje się, że najpopularniejsze aplikacje służące do wpisywania tekstu w telefonie wysyłają masę informacji do serwerów dostawców, w tym np. długość wpisywanych słów.

- #
- #
- #
- #
- #
- #
- 176
- Odpowiedz





Komentarze (176)
najlepsze
Działa bez root'a?
Tak tak... zainstalujcie klawiaturę jakiegoś nieznanego dostawcy. Co może pójść nie tak? ( ͡° ͜ʖ ͡
Głównie chodziło o Gboard (Google), ale też SwiftKey (Microsoft). Po zgłębieniu tematu (czytanie Reddita, eksperymenty, analiza ruchu sieciowego) okazało się, że:
Gboard i SwiftKey rzeczywiście wysyłają sporo danych na serwery swoich firm – m.in. identyfikatory urządzenia, czas wpisywania, długość słów, użyty język, szczegóły sprzętu.
Nie
przecież przed chwilą pisali, że jak ktoś nie ma nic do ukrycia, to ni ma si czego bać xDDD
Poważne firmy typu Google czy Apple spoko, niech ich klawy łapią wszystko jak leci, ale jakąś firemka co robi nawet spoko klawy - no
źródło: image
PobierzTAK NIE JEST. Ktoś kręci korba, żeby wmawiać ludziom coś takiego.
P.S. z bardzo wielu innych apek również
Komentarz usunięty przez moderatora
Jeśli nie chcecie być szpiegowani i zadbać o anonimowość czy prywatność, to musicie przygotować sobie specjalnie przygotowanego Linuxa z odpowiednim oprogramowaniem. Są gotowe dystrybucje takie jak Tails czy Whonix jeśli ktoś nie jest zbyt techniczny.
Smartfony z odpowiednim systemem (też Linux) są też dostępne np. Librem.
Ale nawet te sposoby
Po 100 km dalej po kilku godzinach włączam youtube w telewizorze na swoje konto. Pierwszy film proponowany przez youtube był o porcelanie z Miśni.
Myślę, że to telefon z androidem mnie podsłuchał.
@Kwaczek: to juz od dawna wiadomo ze tak jest
źródło: IMG_3359
Pobierz