Artykuł ukradziony z X/Twittera z tego wątku, a wstawiony tutaj dla większej czytelności, w formie jednej całości, zamiast 17 postów. Tekst autorstwa: https://x.com/Chris_Kurdyla. Jeżeli masz tam konto, warto dać autorowi lajka.

Po awarii nieodżałowanego helikoptera Ingenuity, miłośnicy kosmicznej aeronautyki czekają na kolejny pojazd tego typu. A jest na co czekać, Dragonfly to przy Ingenuity wręcz potwór. I właśnie złapał taksówkę.

Dla SpaceX to kolejny „skalp”, pierwsza misja w której wyniosą ładunek radioaktywny. Mowa o około 5 kg dwutlenku plutonu 238, który Dragonfly przenosi w swoim wnętrzu. O plutonie i dronie za chwilę, najpierw finanse. Kontrakt o stałej cenie opiewa na 256,6 mln $.

Niektórzy z Was mogą się zapytać, hej, dlaczego tak drogo... cennikowo Falcon Heavy kosztuje przecież zaledwie 97 mln $. Zgadza się, trzeba jednak pamiętać, że cennik mówi o misji z 8 tonami na orbitę GTO, czyli o Falconie Heavy z wracającymi wszystkimi trzema boosterami.

Tymczasem misja Europa Clipper, w której wszystkie trzy boostery były tracone kosztowała już 178 mln $. Tutaj, patrząc na dystans do Tytana oraz masę ładunku też raczej nie zobaczymy odzysku żadnego z boosterów. Choć potwierdzenia tej informacji jeszcze nie znalazłem.

Przy czym trzeba pamiętać, że przy Europa Clipper NASA podała koszt samego startu, w przypadku Dragonfly podano cenę wraz z kosztami specyficznymi dla tej misji. A te, ze względu na konieczność certyfikowania Falcona Heavy dla materiałów radioaktywnych, mogą być spore.

Chodzi tu zarówno o dodatkowe środki na dostosowaniem infrastruktury naziemnej i rakiety do obsługi ładunku z plutonem, jak i przeszkolenie ludzi czy papierologię.
Ta ostatnia wymaga między innymi uzyskania zgody Białego Domu na taką akcję.

Przy czym SpaceX nie dostało tej misji „na tacy”, wygrało przetarg z nową rakietą Vulcan Centaur. Czy booster ze zdjęcia się do tego przyczynił?
Tak czy inaczej, to zły znak dla ULA, jeśli jej zoptymalizowana dla dalekich misji rakieta przegrywa ze „składakiem” od SpaceX.
Teraz Dragonfly. Ta misja to jeden z najciekawszych projektów kosmicznych, jakie robi dziś nasza cywilizacja.
Wielowirnikowy dron wielkości małego samochodu uda się śladami lądownika Huygens i wyląduje na powierzchni Tytana, największego z księżyców Saturna.

Mówimy tu o konstrukcji mierzącej 3,75 x 3,75 x 1,75 metra i ważącej prawie 450 kg.
Nie będzie tam jednak leżał czy jeździł, ale dzięki zgrupowanym w cztery sekcje ośmiu wirnikach, będzie przemieszczać się w gęstej atmosferze Tytana na całkiem spore odległości.

Baterie mają pozwolić na jednorazowe loty długości kilkunastu kilometrów. Dragonfly powinien więc bez problemu pobić rekordy marsjańskich i księżycowych łazików.
Szacuje się, że w czasie całej misji dron może przebyć może i ponad 200 km.

Pułap? Około 4 km, co oznacza, że powinniśmy dostać fenomenalne zdjęcia powierzchni. Prędkość maks. to 10 m/s.
Oczywiście Dragonfly musi mieć zaawansowaną awionikę z komputerami o wysokiej autonomii. Całość uzupełnia rozkładana, okrągła antena do komunikacji z Ziemią.

Na drona załadowano pięć modułów naukowych:
- spektrometr masowy DraMS,
- spektrometr promieni gamma i neutronów DraGNS,
- zestaw kamer DragonCam,
- system pobierania i analizy próbek powierzchni DrACO,
- sejsmograf i zespół sensorów do pomiarów atmosfery DraGMet.


Do obsługi tego wszystkiego Dragonfly potrzebuje stabilnego źródła zasilania.
Za energię elektryczną odpowiada radioizotopowy generator termoelektryczny MM-RTG z 4,8 kg PuO2, będący też źródłem ciepła. W tym ostatnim wspomogą go 24 radioizotopowe moduły grzewcze (RHU).

Dron ma nam dostarczyć dokładny obraz Tytana, a być może pomoże nam w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie o początki życia.
Tytan, ze swoimi metanowymi i etanowymi jeziorami oraz gęstszą od ziemskiej azotową atmosferą jest świetnym miejscem takich poszukiwań.

Ogólnie, zarówno wielkość tego księżyca, jego gęsta atmosfera i węglowodorowe jeziora, jak i podejrzenia dotyczące istnienia podlodowych oceanów wodnych, czynią z Tytana jeden z najbardziej fascynujących obiektów w naszym Układzie Słonecznym.

Na te wszystkie atrakcje musimy jednak trochę poczekać.
Kosztująca ponad 3 mld $ Dragonfly wystartować ma w lipcu 2028, a lądowanie na Tytanie przy takim scenariuszu będzie mieć miejsce w 2034.
MM-RTG pozwoli dronowi na 2,7 - 3,3 ziemskich lata prowadzenia badań.
Dobra, to by było na tyle. Standardowo, retwitty mile widziane. Z nimi temat trochę „polata” po czytelnikach, bez nich... wszystko jak krew w piach
Artykuł ukradziony z X/Twittera z tego wątku, a wstawiony tutaj dla większej czytelności, w formie jednej całości. Tekst autorstwa: https://x.com/Chris_Kurdyla. Jeżeli masz tam konto, warto autorowi lajka.
![[Dragonfly] Falcon Heavy zaniesie nuklearną ważkę na Tytana](https://wykop.pl/cdn/c3397993/cd67fc07aa5340df151c039df0a5e802d651e91bc75fb39ba626a34f543ac67f,w300h194.png)






Komentarze (36)
najlepsze
Najwyraźniej Tobie nie jest to potrzebne. Obwieściłeś to na wykop.pl oraz wskazałeś swoje zainteresowania i potrzeby. Teraz pozostało czekać na odpowiedź Elona.
źródło: jpegPIA25217.width-1320-580x540
Pobierzźródło: NASA-Ingenuity-Mars-Helicopter-photograph-Perseverance-debris-field-Sol-418
PobierzFajny content @anonimowy_programista, rozumiem że nie Twój i szanuję za dokladne wskazanie autora ale nie mam ćwierkacza więc się nie obrażę jeśli będziesz wrzucać wiecej
Tak jak na początku mieli problem ze skrzypiącymi plastikami jak i że spasowaniem części. Specjalnie zwracałem na to uwagę i nie odczułem jakies tandety.